X
Menu główne
Menu kategorii
facebook

"Terapeuta powinien mieć w sobie iskierkę trenera" - Marek Purczyński o fizjoterapii

03 listopad 2020

Czy posiadanie fundamentu jako trener personalny czy instruktor może wspomóc pracę w fizjoterapii? Nie od dziś wiadomo, że obie branże wiele łączy. Dokształcanie i otwartość na nowości nie jest łatwym procesem, jednak bardzo ważnym i przynoszącym korzyści, w szczególności w branży rehabilitacyjnej. O tym oraz o innym aspektach swojej pracy opowie nam  Marek Purczyński, właściciel Purczyński Total Therapy, trener oraz fizjoterapeuta.

***

Dziękujemy Panie Marku za możliwość rozmowy z Panem. Zanim przejdziemy do fizjoterapii, chcielibyśmy zapytać o Pańską historię związaną z ćwiczeniami siłowymi. Kiedy się rozpoczęła i jak się kształtowała na przestrzeni lat?

Od dziecka lubiłem uprawiać sport i rywalizować. Wszystko zaczęło się od uprawiania zapasów w szkole podstawowej. Następnie w szkole średniej trenowałem zawodniczo gry zespołowe, głównie koszykówkę. Równocześnie w wieku 16 lat rozpocząłem treningi siłowe. Podczas studiów na AWF przyszła pora na sporty walki. Te przeplatałem treningami na siłowni, stąd w „branży” ćwiczeń siłowych mam już prawie 20 lat stażu.

Na 3. roku studiów z pasji postanowiłem odbyć swój pierwszy kurs instruktorski – kulturystyki i ćwiczeń siłowych. Wtedy w Polsce termin „trener personalny” nie był zbytnio ani znany, ani używany, dlatego zostałem instruktorem. Równocześnie zacząłem się specjalizować w treningu siłowym osób niepełnosprawnych. W trakcie studiów dostałem możliwość odbycia dwuletniego kursu instruktorskiego, dlatego na koniec studiów mogłem "pochwalić się" dwiema legitymacjami. Każdą porcję przestudiowanej wiedzy zawsze starałem się przekładać na praktykę na własnej skórze, dzięki czemu moje pomysły treningowe mocno ewoluowały. I tak jest aż do dziś.

 

"Nauczyłem się niczego nie zakładać z góry i każdego pacjenta traktować jak „czystą kartę”. Ta nieprzewidywalność powoduje, że moja praca nigdy nie stanie się dla mnie nudna."

 

Czy posiadanie takiego background’u z zakresu ćwiczeń siłowych pomogło Panu w początkach pracy w fizjoterapii? Być może wspomaga również do dziś...?

W 2010 roku rynek pracy dla początkujących w fizjoterapii nie był zbyt łaskawy. Stąd zamiast szukać angażu w szpitalu czy przychodni, od razu skierowałem się do dużego i modnego klubu fitness – nieistniejącego już Pure Fitness. Udało się zdobyć posadę i tak zostałem trenerem personalnym. Z każdym miesiącem pracy spotykałem coraz więcej kontuzjowanych i obolałych klientów i tak wpadłem na pomysł, że fizjoterapia nie zawsze musi odbywać się w klinice, ale może mieć miejsce w bardziej przyjaznym miejscu, jakim jest klub fitness.

Terapeuta nie musi nosić białego fartucha, zamiast tego może mieć na sobie wygodny dres. I ten sposób ubioru do pracy zamiast garnituru cenię sobie chyba najbardziej. Każda terapia niesie ze sobą elementy treningu, w zasadzie jest treningiem o niższej intensywności. Stąd przeróżne modyfikacje klasycznych ćwiczeń siłowych stanowią rdzeń mojej działalności terapeutycznej.

Jest Pan częścią kadry narodowej w podnoszeniu ciężarów osób niepełnosprawnych. Był Pan również członkiem sztabu medycznego na Igrzyskach Olimpijskich w 2012 oraz 2016 roku. Czego nauczyły Pana te doświadczenia?

Dzięki tym doświadczeniom miałem możliwość przyjrzeć się, jak pracują moi koledzy po fachu z innych, często bardzo egzotycznych rejonów świata. Każda kultura ma trochę inne tradycje i medycynę. Widziałem całą masę początkowo niezrozumiałych dla mnie metod treningowych i terapeutycznych, które mimo wszystko okazywały się być skuteczne. Pozwoliło mi to dojść do jednego wniosku – do jednego celu mogą prowadzić tysiące różnych dróg.

W pracy z drugim człowiekiem nie ma jasnych, podręcznikowych reguł. Życie składa się z wielu odcieni szarości, a szczególnie w sporcie widać to bardzo wyraźnie. Otwarcie się  na nowe pozwoliło mi porzucić wiele dogmatów i siermiężnych teorii, które wpajano mi chociażby na studiach. Nauczyłem się niczego nie zakładać z góry i każdego pacjenta traktować jak „czystą kartę”. Ta nieprzewidywalność powoduje, że moja praca nigdy nie stanie się dla mnie nudna.

 

"Każdy tytuł – czy to trener, czy szkoleniowiec to dla mnie tylko puste słowo. Liczy się człowiek, a nie to jak jest tytułowany."

 

Posiada Pan bardzo szerokie kwalifikacje jako trener i jako fizjoterapeuta. Czy według Pana szkolenia w Polsce są na odpowiednim poziomie?

Mam głęboka nadzieję, że tak. Polska to kraj wielu ambitnych i genialnych ludzi, stąd zawsze znajdzie się wielu mądrych szkoleniowców, których warto słuchać i się nimi inspirować. Ja w ostatnich latach wybrałem jednak trochę inną drogę. Staram się miesięcznie czytać co najmniej jedną fachową książkę – czasem medyczną, czasem psychologiczną, czasem o tematyce treningowej.

Dzięki temu „łączę kropki”, czyli staram się podchodzić do swojej pracy w mocno zróżnicowany i interdyscyplinarny sposób. Czytanie to wspaniały sposób na rozwój osobisty. Niestety coraz mniej osób czyta, dlatego syntetyczne kursy, na których de facto streszcza się książki, robią u trenerów i terapeutów furorę. To dobra droga, ale jak dla mnie trochę na skróty.

Poza byciem fizjoterapeutą jest Pan także trenerem i szkoleniowcem. W jaki sposób godzi Pan ze sobą wszystkie role?

Każdy tytuł – czy to trener, czy szkoleniowiec to dla mnie tylko puste słowo. Liczy się człowiek, a nie to jak jest tytułowany. Nieważne jak zostanę w danych okolicznościach nazwany, ja zawsze staram się robić to samo, czyli dzielę się z ludźmi wiedzą, spostrzeżeniami i doświadczeniem. Raz robię to indywidualnie, innym razem grupowo, jednak zawsze chodzi o to samo. Jak każdy pracuję sporo, jednak staram się balansować między pracą a życiem rodzinnym. Mam cudowną żonę i dwóch małych synków – i to im staram się poświęcać aktualnie jak najwięcej czasu.

 

"Myślę, że najlepsze co mogę zrobić dla drugiego człowieka to pokazać mu, jak może się leczyć sam poprzez odpowiednie formy ruchu."

 

Czy według Pana fizjoterapeuta powinien być również trenerem? Czy bez dodatkowych gałęzi lekarz jest w stanie rzetelnie wykonywać swoją pracę?

Moim zdaniem, żeby terapia była skuteczna i dawała trwałe efekty, pacjent musi być w nią zaangażowany. Myślę, że taką formą zaangażowania w fizjoterapii jest kinezyterapia, czyli ćwiczenia, wykonywane podczas sesji bądź w domu. Ta forma terapii jest niestety dalej traktowana po macoszemu, a terapeuci trochę przeceniają możliwości terapii manualnej, akupunktury, fizykoterapii czy pinoterapii. Myślę, że najlepsze co mogę zrobić dla drugiego człowieka to pokazać mu, jak może się leczyć sam poprzez odpowiednie formy ruchu. Moim zdaniem jest to warte o wiele więcej niż masowanie, nastawianie czy kłucie.

W programie nauczania fizjoterapeutów i lekarzy niestety niewiele czasu poświęca się nauczaniu ćwiczeń leczniczych, stąd żeby zgłębić tą dziedzinę wiedzy trzeba sięgnąć poza medycynę – choćby do branży fitness, lub tradycyjnych sztuk walki. Dlatego uważam, że każdy terapeuta powinien mieć w sobie iskierkę trenera. To mocno pomaga w pracy.

Dziękujemy!

x
Zapisz się do newslettera